Miasto Dioklecjana

Wydawać by się mogło, że Dubrownik to wszystko co może mieć Chorwacja. Zmieni zdanie ten, kto przyjedzie do Splitu. Jest to duże miasto, drugie co do wielkości w Chorwacji, z bogatą historią. Wjeżdżając do niego samochodem widzi się jedynie wielkie budynki mieszkalne jak w każdym europejskim większym mieście. Gdy już dotrzemy do portu lub okolic, dostrzeżemy niską zabudowę, z kamienia, charakterystyczną i typową dla Chorwacji. Przy długim, ozdobionym palmami i białymi ławeczkami deptaku, który ciągnie się wzdłuż portu, ujrzymy za murami stare miasto, w którym znajduje się Pałac cesarza Dioklecjana. Całe zabytkowe centrum Splitu to miejsce z tajemniczymi i wąskimi uliczkami, łukami kamiennymi, bramami, kawiarenkami. Wszystko to pasuje do siebie, tworzy przyjazną atmosferę, przyjemność obcowania z tym miejscem. Nie wiemy czy przyczyną tego pozytywnego odbioru jest termin (przed sezonem i kiedy już „boom” na Chorwację mija), w jakim się tu pojawiłyśmy, czy faktycznie wyjątkowość tego miejsca. Ilość turystów nie przeraża, a jeśli latem jest ich więcej, nadal to miejsce z pewnością robi wrażenie, co potwierdza jedna z nas, Jadzia, która była w Splicie w pełni sezonu kilka lat wcześniej.NIK_2804-1 Jednogłośnie polecamy to miasto, mimo, że na pierwszy rzut oka, jadąc z lotniska widać masę wystających betonowych kołków (bloków mieszkalnych), to wjeżdżając do centrum – zaczerpniemy odpoczynku, dotrzemy do tajemniczych miejsc i skosztujemy dobrego jedzonka. Nie ukrywamy, że Split ugasił nam na ten dzień bardzo pozytywnie nasze pragnienia. Kiedyś znowu tu wrócimy.

Reklamy

Lawendowy Hvar

Kończąc odwiedziny Czarnogóry uzgodniłyśmy, że udamy się na jedną z chorwackich wysp. Możliwości wiele, a czasu coraz mniej. Oczywiście zważając na czas, wybrałyśmy jednak wyspę, na którą dostaniemy się według naszej oceny najszybciej. W tym celu ruszyłyśmy na północ dojeżdżając do Drveniku. Byłyśmy tu na godzinę przed ostatnim promem na Hvar. W ciągu godziny, jaką czekałyśmy na prom uzgadniałyśmy kolejne dni pobytu w Chorwacji, wypiłyśmy kawkę, zrobiłyśmy mini zakupy w pobliskim markecie i kupiłyśmy bilety na prom. Według informacji, jakie miałyśmy, prom miał płynąc do 20 minut. Na Hvarze w miejscowości Sucuraj zacumowałyśmy o godzinie 19:20. Nocleg miałyśmy zarezerwowany w miejscowości Jelsa, 40 km od Sucuraj. Droga wydawała się krótka, ale ku naszemu zdziwieniu, bardzo kręta, górska i w większości miejscach bez barierek. Kiedy się już ściemniło, braki barierek nie robiły już większej różnicy, z racji, że ograniczało to widoczność przepaści. Droga, którą można pokonać w 20 minut, jechałyśmy ponad godzinę.

Hvar. Z racji, że porośnięta jest lawendą, nazywa się lawendową wyspą. Poza tym, jak wspomniałyśmy wyżej, drogi na Hvarze są podobno najbardziej niebezpieczne w całej Chorwacji. Nawet Chorwaci, jeśli kogoś nie lubią i chcą mu życzyć źle (choć są bardzo życzliwym narodem), mają swoje powiedzenie: „obyś zginął na drogach Hvaru”. Wy już wiecie, że my nie zginęłyśmy, bo piszemy ten post ;). Mimo to drogi faktycznie do łatwych nie należą, jednakże spotykałyśmy już trudniejsze, między innymi w Maroku. Poza lawendą, zauważalne jest też to, że jest to bardzo górzysta wyspa oraz trochę zielona, prócz lawendy jest sporo lasów i gajów oliwnych. W sezonie może to być raj dla rodzinnych wypraw i rowerzystów.

Na Hvarze spędziłyśmy jeden dzień i jedną noc. Nocleg w spokojnej Jelsie, kawa w Starim Gradzie z przepiękną kamienną zabudową, natomiast śniadanie w marinie w miejscowości o tej samej nazwie co wyspa, czyli Hvar. Powrót na ląd ustaliłyśmy, że odbędziemy w ten sam sposób co przybyłyśmy, czyli promem z Sucuraj do Drvenik. W tym wypadku trzeba pokonać wzdłuż całą wyspę. W ciągu dnia widoki zapierały dech w piersiach, urwiska, piękne morze, krajobraz niezapomniany, wrócić tam z rowerami to pomysł na przyszłość jaki nam się nasunął.

Kolejny cel to Split i okolice, a zapach lawendy z Hvaru zabieramy ze sobą, który otrzymałyśmy w buteleczkach od naszej gospodyni z Jelsy.

Montenegro

Do Czarnogóry wybrałyśmy trasę prowadzącą przez Bośnię. Droga przez Bośnię jest wyłącznie dla wytrwałych i cierpliwych kierowców: kręta, wyludniała, prowadząca przez góry i przepiękne doliny. Jedyna większa miejscowość na trasie to Trebinje. Granicę z Czarnogóra przekracza się również w górach, sprawnie, bez kolejek. Do Czarnogóry wjeżdża się, krotko powiedziawszy, w kameralnej otoczce, potem robi się jeszcze bardziej widokowo. W kierunku Podgoricy jedzie się doliną między pasmami górskimi. Sama stolica nie robi wrażenia, poza tym, ze jest czysta, spokojna, mała. Z naszego punktu widzenia nic szczególnego turystycznie w niej nie ma. Widać natomiast szybki rozwój kraju.
Z Podgoricy udałyśmy się na południe kraju w kierunku Budvy. Trasa bardzo wymagająca, wysoko w górach, zimno, mgliście, wietrznie, mimo to słoneczko czasem się pojawiało. Droga warta „przejechania”. Wielka frajda dla wymagających turystów.

Budva. Miasto raczej turystyczne. Jednakże poza sezonem zaznałyśmy ciszy. Widok na Adriatyk wielkim plusem, szum morza, zapach ryb. Czego można więcej dla Spragnionych? Zimnego piwa!! Oczywiście było!
Kolejnym etapem na naszej mapie była Zatoka Kotorska. Z racji, ze miałyśmy auto, postanowiłyśmy przejechać ją całą. W tym momencie Czarnogóra broni się sama, że warto tu być i że warto tu przyjechać. Cud w Europie. Gdybyśmy miały kiedyś wrócić do Czarnogóry, to dla tych widoków, dla tej kawy w pięknym Perast i dla fotografii z Prcajn.
A dalej? Dalej tylko droga przed nami w kierunku Chorwacji.

Bok!

Chorwacja jest ładna, już sam widok z samolotu lądującego przy Splicie w deszczową pogodę zachwyca.
Właśnie spod Splitu zaczęłyśmy naszą tułaczkę po tej części kontynentu. Wynajęłyśmy auto na lotnisku i korzystając z brzydkiej deszczowej pogody udałyśmy się w poszukiwaniu słońca. Dotarłyśmy na południe aż do Dubrownika. Tu po kilku godzinach szukania lokum, co poza sezonem graniczy z cudem, odnalazłyśmy miejsce z darmowym WiFi i „zabukowałyśmy” pokój przez internet. Kwatera w miłej i cichej części Dubrownika (ulica Ivanska), dobrze skomunikowana ze starym miastem. No i jest tez pogoda.
Jesteśmy tu drugi dzień. Miasto małe, czyste, słoneczne, na szczęście jesteśmy poza sezonem, wiec nawet dogodne do zwiedzania. Ceny wyśrubowane. Naszym zdaniem warte zobaczenia w Dubrowniku: stare miasto i Wzgórze Srd, tu rozprzestrzenia się piękny i szeroki widok na morze i Dubrownik. Polecamy również wycieczkę do okolicznej miejscowości Cavtat z piękną mariną u podnóży gór.
A jutro plan nasz się rozszerza o Bośnię i Hercegowinę oraz Czarnogórę. Śledźcie nas tez na Facebooku.