W szkocką kratę

Niemalże 8 miesięcy minęło od pobytu w Szkocji a czujemy się tak, jakbyśmy były tam wczoraj. Edynburg powitał nas tradycyjną brytyjską aurą, natomiast żegnał nas wakacyjnym słońcem. Jak mówią mieszkańcy Szkocji: przez tydzień przeżyłyśmy tam wszystkie pory roku. Przez tydzień też przeżyłyśmy emocje na miarę wakacji w odległych krajach. Szkocja swoim klimatem przenosi w inny świat, wystarczy choćby przejść się ulicami Edynburga, wybrać się w Highlandy albo na Wyspę Skye. Największą jednak tajemnicę kryje w sobie Park Narodowy Loch Lomond, którego trasa prowadzi między jeziorami a wysokimi zboczami zielonych albo brązowych gór. Zachwyca spokojem, naturą i wielkością. Tam się po prostu wraca, tak jak wraca się na Wyspę Skye.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wiatr, chmury i deszcz ponury

Turcja nie była naszym świadomym, planowanym miejscem podróży na mapie świata. Wybór padł z przyczyn czysto ekonomicznych: tani lot do Azji ze Stambułu. Dobrze się złożyło, bo Stambuł okazał się być jak na tę porę roku ciekawym turystycznie miastem, a Turcy bardzo przyjaznym narodem. Pierwsze skojarzenie z tym krajem? Chyba to, że jest pysznie, handel kwitnie i mega fajni ludzie. Przy każdorazowej kłopotliwej sytuacji np przy kupowaniu żetonów na metro, albo w knajpkach otrzymywałyśmy pomoc tutejszej ludności. Prawie każdy mówi po angielsku, komunikacja nie była w żaden sposób zaburzona. Stambuł i jego mieszkańcy w niczym nie przypominają nadmorskich tureckich kurortów znanych nam z wakacji all inclusive. Ludzie wiodą życie jak w każdym wielkim mieście.
A my? Skupiłyśmy się podczas 2-dniowego pobytu przede wszystkim na zwiedzaniu miasta i wciągnięciu jak największej ilości kebabów.
Co można zobaczyć w Stambule? Cysterny Bazyliki – podziemny wodny świat z posągiem Medusy, Błękitny meczet – imponująco duży, widok na Bosfor – zimno i wietrznie, meczety innych Sułtanów Sulejmanów, pałace i parki oraz znany wszystkim Plac Taksim, który w grudniu popołudniu niestety jako jedyny nie robi na nas wrażenia. Ciekawe są knajpy i bazary, uliczki w starych częściach miasta. Poruszanie się po mieście zalecamy spacerem, gdyż metro kursuje na dość dużych odcinkach.
Czy wrócimy tu? Na pewno, ale juz nigdy zimą. Obstawiamy, że latem to miasto żyje dość prężniej, a parki cudownie zielenieją i dają schronienie przed upalnym słońcem.

2B – Budapeszt i Balaton

Pierwszym poważnym planem na przedłużony weekend, zanim wyruszyłyśmy, był projekt 4B (Bratysława, Brno, Budapeszt i na koniec Balaton). Miałyśmy na to zaplanowane 4 dni podróży samochodem. Trzeba jednak mierzyć siły na zamiary a nie odwrotnie. Przeliczyłyśmy się co do poruszania się samochodem po Europie. Już sam wyjazd z Poznania rozpoczęłyśmy od korków, opóźnień i mandatów. Cały nasz plan od momentu wyjazdu zaczął się samoistnie modyfikować. Granicę z Czechami przekroczyłyśmy dopiero około północy. Pierwszym napotkanym miastem na nocleg była Ostrava, a nie jak zakładałyśmy Brno. Na szczęście w Czechach problemów z noclegiem nie było.

Następnego dnia nie udało nam się wyjechać o ustalonej porze, zmęczenie wzięło górę. Postanowiłyśmy znów zmienić nasz plan (miała być Bratysława) i pojechać od razu do Budapesztu. Tu już zaczęły się wyzwania (jak kto woli: problemy). Korki na wjeździe do Budapesztu zmarnowały nam kilka godzin cennego czasu, poza tym znalezienie godnego cenowo i dobrego noclegu równało się z cudem. W cuda nie wierzymy, więc wybrałyśmy trzeci wariant: drogo, komunistycznie, bez klimatyzacji (mimo, że miała być), ale blisko metra, z którego skorzystałyśmy tylko raz.

Cała ta otoczka na wjeździe do stolicy trochę źle nas nastawiła na dalsze zwiedzanie miasta. Z małą niechęcią podeszłyśmy do zwiedzania, do tego upalna pogoda dorzuciła kilka groszy. Mimo, że miasto jest mocno zatłoczone, zrobiła na nas wrażenie piękna architektura, z dobrym jedzeniem i piwem (polecamy FRICI PAPA na Kiraly u. polecone przez napotkaną panią), a wszystkie atrakcje turystyczne znajdują się wzdłuż Dunaju.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Kolejnego dnia w południe postanowione: miasto obejrzane, jedziemy nad Balaton odpocząć od innych turystów i miasta. Decyzja była trafiona. Mimo, że Balaton to bardzo oblegane miejsce, nam udało się trafić w ustronny skrawek (niedaleko Siofok – miejscowość Balatonvilagos), z dala od krzyczących dzieci i pijanych wyrzeźbionych panów. Zdecydowałyśmy się pozostać tu już do niedzieli. Korzystałyśmy z uroków czystego jeziora i pięknej pogody, do tego raczyłyśmy się zimnym piwkiem i serwowanym niedaleko plaży jedzeniem. Poza tym polecamy w sklepach tutejsze wino !!! Pozytywny klimat tego miejsca spowodował, że odpoczęłyśmy i zapomniałyśmy o miejscu, w którym spałyśmy, czyli hotelu, który pamięta swoim wyglądem czasy kiedy robiłyśmy w majty; chyba całe Węgry infrastrukturą hotelową przypominają czasy, kiedy podróże nad Balaton były najmodniejsze.

Dla zainteresowanych bezpośrednią drogą powrotną: wyjechałyśmy o 6 rano z Balatonu, do Poznania dotarłyśmy o 18. Po drodze przystanki na tankowanie, śniadanie i obiad, na szczęście brak korków, droga w Polsce jak zwykle już upierdliwa.