Kej eL, czyli powrót do stolicy Malezji

Po górach czas przyszedł na stolicę, w której już kiedyś byłyśmy, ale jak każdy turysta/podróżnik potwierdzi, do tego miasta się wraca. Tym razem znów wzięłyśmy nocleg przy strategicznym miejscu jakim jest stacja metra Masjid Jamek, z tego miejsca blisko do China Town, do Jalan Alor – ulicznych restauracji, a i metro stąd rozwozi we wszystkie kierunki. A przy okazji w hostelu obok w tym samym czasie byli znajomi Jadzi z rodzinnej miejscowości: Ala i Marcin. Och, co to są za pozytywni ludzie, nie umknęła nam też z nimi wspólna impreza na dachu ich hostelu.
W trakcie naszego pobytu odwiedziłyśmy tym razem Batu Caves – jasknie z hinduskimi elementami wystroju, miejsce pielgrzymów a i okazja na spotkanie w Kuala Lumpur małpek na wybiegu. Rada dla wszystkich odwiedzających Batu Caves: jeśli zależy Ci na Twoim posiłku i napojach lub innych rzeczach pod żadnym pozorem nie trzymaj ich w reklamówce, wyłącznie trzymaj je schowane w plecaku, te małpki są tak bystre, że cokolwiek widzą, potrafią wyrwać to z ręki. Byłyśmy światkami jak pewnej chińskiej pani małpka wyrwała reklamówkę z suvenirami. Druga rada wyłącznie dla kobiet: spodnie za kolanko i bluzka zakrywająca ramiona, bez takiego stroju nie wejdziesz, no chyba, że kupisz od Hindusów szmaty za kilka ringitów, które wrzucisz na siebie w trakcie trekingu do jaskini.
Kolejnym punktem naszego szlajania się po Kuala Lumpur było Muzeum Narodowe, do którego nie chciało się szanownym paniom iść na piechotę to wybrałyśmy różowy autobus (darmowa komunikacja KL), wsiadłyśmy jednakże na złym przystanku i zamiast 4 przystanki – autobus przewiózł nas całą pętlę, darmowe zwiedzanie miasta w klimatyzowanej puszce. Muzeum Narodowe jest raczej dla koneserów historii Malezji, na nas nie zrobiło wrażenia. W naszym odczuciu nie jest to obowiązkowy punkt na mapie KL. Natomiast obowiązkowo należy być wieczorem pod wieżami Petronas, jest to najpiękniejszy moment pobytu. Kolorowe fontanny na tyłach obiektu „grają” w rytm muzyki i do tego widok tych bliźniaczych budynków oraz ludzie mówiący we wszystkich językach świata, klimat i widok pozostaje na długo.

image

Będąc przy Petronasach nie można oczywiście ominąć Kampung Bharu, czyli wieś w mieście, sąsiadująca z Petronasami dzielnica KL, niezapomniane przeżycie, nagle z bogatego miasta ociekającego drapaczmi chmur wchodzimy w klimat kur, piesków i wiejskiej sielanki, zarazem bardzo brudnej.
Po kilkudniowym pobycie w KL czas był na sylwester na Filipinach, o czym na pewno wspomnimy w kolejnym wpisie, a Malezję nadal mamy w naszych głowach i 😉 kolejnych planach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s