Maroko zostawiamy Marokańczykom

thumb_IMG_5066_1024Maroko. Kraj posiadający dostęp do Morza Śródziemnego i Atlantyku. Mający piękne góry Atlas i tereny pustynne. Bogaty w turystykę, która sprawia, że jest dość ucywilizowanym krajem, co jest sprzeczne z tym, co sądzą ludzie w Europie. Mimo, iż  jest dość często chwalony przez osoby tam podróżujące, my wróciłyśmy z tego kraju z mieszanymi uczuciami, a dlaczego(?), spróbujemy przekazać w dalszej relacji.

Do Maroka dostałyśmy się samolotem z Berlina. Naszym celem był Agadir – miasto portowe, położone nad samym Oceanem Atlantyckim na południu kraju. Tutaj jest turystyczno-wypoczynkowe centrum Maroka. Miasto zniszczone w latach 60-tych przez trzęsienie ziemi i odbudowane na nowo, co sprawia, że nie wygląda jak typowe marokańskie miasto.

Na lotnisku w Agadirze oddalonym od centrum miasta o około 20 km wynajęłyśmy auto – podobno najlepsza i najtańsza opcja poruszania się w tym kraju. Zdecydowanie to potwierdzamy. Wydawało nam się, że podróż samochodem do hotelu będzie dość zwyczajna. Mimo, że widziałyśmy na swoje oczy dużo dziwnych rzeczy, przeżyć na własnej skórze komunikacyjną samowolkę jest dość wesołe i czasem skomplikowane. Człowiek jednak szybko się przyzwyczaja i uczy: szybko przyjęłyśmy zasadę jazdy pasem, którym się chce, albo jazdę na skrzyżowaniach jak się chce. Jedna z nas nawet polubiła trąbienie, jak to mają w zwyczaju tubylcy.

Wielką zaletą posiadania samochodu pod hotelem jest pewność, że jak będzie się miało dosyć żarcia hotelowego, osłuchania polskiego i niemieckiego języka na tutejszym deptaku oraz niechęć do zmiennej pogody, można wsiąść w auto i pojechać na wycieczkę do okolicznych miejscowości na wyborne „tadżin” albo do Marakeszu obejrzeć bibeloty na wielkim bazarze, bądź zwiedzić niedaleko położone góry Atlas. Wystarczy oddalić się od Agadiru o około 100 km a oko nacieszy się pięknymi górskimi widokami z przełęczami, skarpami, zakrętami, serpentynami, zjazdami i podjazdami. Tę wycieczkę zapamiętamy jako jedyną godną polecenia atrakcję Maroka.

Zaciekawione marokańską kuchnią postanowiłyśmy szukać najlepszego dania Maroka. Przypadkiem trafiłyśmy w okolicach portu na „zaplecze” smaków oceanu, gdzie żywili się przede wszystkim miejscowi. Wyglądało to na prawdę ciekawie. Mówiono nam, że Maroko to kuchnia smaków. My spróbujemy zaprzeczyć. Jedynie tradycyjny tadżin można uznać za egzotyczne i wyjątkowe danie, ale żeby zjeść na prawdę wytworne – trzeba szukać daleko od turystycznych miejsc, gdzie stołują się miejscowi. Marokańskie kulinaria bogate są w kuskus, ciecierzycę, pietruszkę, pomidory, a wszędzie chcą serwować turystom frytki i coś do nich. A na popitkę wodę albo zieloną herbatę  ze świeżą miętą i cukrem. Obowiązkowo dodamy jeszcze informację, iż w tym kraju zakazana jest sprzedaż alkoholu Marokańczykom, co niesie za sobą brak jakichkolwiek alkoholi na sklepowych półkach. Jedyna szansa na napicie się piwka bądź winka to hotelowy bar. Dlatego uznałyśmy, iż Maroko to nie raj dla spragnionych smaku, a Maroko zostawiamy Marokańczykom i turystom lubiącym klimaty targowe. A do tego pogoda trochę nawaliła, mimo, że to Afryka , cieszyło nas, że zabrałyśmy chociaż po jednej bluzie do plecaka.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Maroko zostawiamy Marokańczykom

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s