W szkocką kratę

Niemalże 8 miesięcy minęło od pobytu w Szkocji a czujemy się tak, jakbyśmy były tam wczoraj. Edynburg powitał nas tradycyjną brytyjską aurą, natomiast żegnał nas wakacyjnym słońcem. Jak mówią mieszkańcy Szkocji: przez tydzień przeżyłyśmy tam wszystkie pory roku. Przez tydzień też przeżyłyśmy emocje na miarę wakacji w odległych krajach. Szkocja swoim klimatem przenosi w inny świat, wystarczy choćby przejść się ulicami Edynburga, wybrać się w Highlandy albo na Wyspę Skye. Największą jednak tajemnicę kryje w sobie Park Narodowy Loch Lomond, którego trasa prowadzi między jeziorami a wysokimi zboczami zielonych albo brązowych gór. Zachwyca spokojem, naturą i wielkością. Tam się po prostu wraca, tak jak wraca się na Wyspę Skye.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

Małe jest piękne

Będąc na Filipinach trafiłyśmy chyba na najmniejszą wyspę, jaką kiedykolwiek mogłyśmy zobaczyć. I prawdopodobnie na codzień bezludną, choć obecni tam turyści i ochrona wybrzeża mogą stanowić inaczej. Wyskoczyłyśmy na nią korzystając z jednodniowego rejsu z Malapascua, ale podobno można na niej spędzić więcej dni mając śpiwór i własne jedzenie, na wyspie zainstalowanych było kilkanaście drewnianych namiotów dostępnych, jak się domyślamy, dla turystów. Miejsce jest idealne dla snorkelingu. Woda lazur. Piasek biały. A wyspa nazywa się Kalanggaman Island i w naszych doświadczeniach dostała miano rajskiej wyspy na Filipinach. Z racji, że płynęłyśmy tam po pierwsze w złą pogodę zdjęcia nasze nie są najlepszej jakości, a po drugie nie wzięłyśmy na łódź aparatu, wyłącznie telefon i kamerę. Ale łatwo można wyobrazić sobie jak wygląda klimat kiedy brakuje chmur a piasek odbija promienie słoneczne. Myślimy, że jest to podstawowy punkt na mapie Filipin jeśli będzie się na Cebu albo na Leyte.

A teraz kilkanaście migawek z kilkugodzinnego pobytu.